Czego Sodek życzy graczom MtG w 2021 roku

Tomasz Sodomirski 31.12.2020 0 komentarzy

Nudny wykład na uczelni. Ostatnia godzina w pracy w piątek. Kolejka do kasy w osiedlowej Żabce. Piosenka w radiu, której nie lubisz. Godziny dla seniorów. Rok 2020. Wszystkie te rzeczy łączy jedno – kiedyś się kończą.

Jaki był ostatni rok wszyscy wiemy i nie chcę wymieniać, co poszło w nim nie tak. Zamiast tego postanowiłem skupić się na przyszłości. Myśląc o roku 2021, mam w głowie wizje pełne optymizmu i nadziei. Przed nami długo wyczekiwany powrót do normalności, również tej medżikowej. 

Nowy rok to czas postanowień. Jak to z nimi bywa, chyba każdy z nas zdążył się przekonać: wielkie plany, które rzadko kiedy realizujemy do końca. Nigdy nie byłem mistrzem w trzymaniu się nałożonych na samego siebie noworocznych wytycznych, więc oszczędzę Wam czytaniu o wielkich planach, które pewnie i tak zostałyby na papierze. A dla tych, którym się uda – jesteście bohaterami i liczę, że kiedyś będę taki jak Wy. 

Nowy rok to również czas życzeń. Z nimi jest łatwiej, bo jedyne co trzeba zrobić to je wypowiedzieć, a potem poczekać i sprawdzić, czy się spełnią. Także nie przedłużając – trochę dla Was, trochę dla mnie samego, oto moje życzenia na 2021.

Aby wróciły tradycyjne turnieje

Magic: the Gathering to nie tylko gra, ale przede wszystkim community. W 2020 przekonałem się, jak ważny jest dla mnie ten drugi człon nazwy mojej ukochanej gry. Zacząłem grać w Medżika, gdy wyszedł Onslaught (rok 2002), kompetytywnie w 2011. Pierwsze Grand Prix, Praga 2014, modern. Łącznie byłem na szesnastu GP i dwóch Pro Tourach. Do tego cała masa PTQ, PPTQ, RPTQ, Red Bull Untapped, MKM Series. Każdy większy turniej to była osobna, piękna (no może poza Pro Tourem z Oko, Thief of Crowns) przygoda. Godziny spędzone na testingu on-line, ale też na mniejszych, lokalnych turniejach, tylko po to, aby przygotować się do TEGO eventu. Kłótnie z kumplami o piętnastą kartę w sideboardzie, niekończące się analizowanie zmian w metagame, szukanie kart po znajomych traderach. I mimo że wyniki – częściej, niż bym chciał – były poniżej oczekiwań, a te mamy nienaturalnie wyolbrzymione, to te momenty, w których godziny poświęcone na testing dają plon, dają mnóstwo satysfakcji.

Magic to nie tylko rywalizacja. To też bodziec do tego, aby jeździć po Polsce i Europie. Wspólne podróżowanie, przygody w trasie. Lata mijają, a my w naszej grupce zwarpowanej wokół sklepu Strefa MtG ciągle wspominamy, co udało nam się odwalić, a było tego sporo, musicie uwierzyć na słowo. W drodze poznałem mnóstwo wspaniałych osób. Większość moich znajomych i przyjaciół pochodzi właśnie z turniejów. Dla mnie Magic to niepowtarzalne wspomnienia. A gdy byłem młodszy, to była również szkoła życia. Kto za małolata nie robił ruchów, aby ogarnąć kwit na karty i wyjazd, ten nie wie, co to medżikowy lajfstajl. Czasem rozmyślam, gdzie bym był, gdyby nie MtG. I myślę, że dał mi więcej, niż cokolwiek innego. To więcej, niż tylko gra. To styl życia.

Granie on-line nie daje mi tyle radości i satysfakcji. Oczywiście, MTGO to świetne narzędzie do nauki gry i dzięki niemu zrobiłem duży skok w umiejętnościach, jednak grind zawsze miał na celu przygotować mnie do turniejów tradycyjnych. Gdy w głowie układam sobie ranking najlepszych gier wideo, to MtG nie jest nawet w pierwszej piątce. Wszyscy wiemy, że to najlepsza karcianka na świecie, ale wersje on-line nie oddają jej magii. Mogę mieć świetne wyniki na MTGO czy Arenie, ale wszystkie turnieje on-line zlewają mi się w jedną masę. Po pewnym czasie zrobienie kolejnego Top 8 na modern czelendżu (jak na razie mam na koncie 22) już tak nie cieszy. Ba, nawet mój największy sukces w karierze – Players Tour Arena 4 Top 8 – to był tylko kolejny turniej wyklikany przed ekranem monitora. Ile ja bym dał, aby tamten turniej odbył się, jak planowano, w Kopenhadze… Jak tlenu brakuje mi wielkich sal wypełnionych graczami, pchaniu się do kartki z pairingami, medżikowej etykiety przed rozpoczęciem gry i uścisku dłoni po zakończonym pojedynku. Obstawiam, że może być ciężko wrócić do turniejów międzynarodowych w tym roku, bardziej realistycznie brzmi 2022. Ale kto wie, może ostatni kwartał 2021 jest w zasięgu?  Poza tym nie samymi Grand Prix gracz żyje. Mam nadzieję, że w drugiej połowie tego roku doczekamy się kolejnych edycji Magic Cafe Championship. A przynajmniej tego nam wszystkim życzę. 

Aby Arena przestała być takim gniotem

Oczekiwanie na powrót tradycyjnych turniejów byłoby przyjemniejsze, gdyby flagowy produkt do gry on-line był lepszy. Magic Arena wniosła wiele dobrego. Na przykład dała możliwość do zapoznania się z grą nowym graczom bez konieczności inwestowania pieniędzy w ciemno. Hobbyści mają gdzie poklikać, gdy raz na ruski rok ich najdzie ochota na grę Medżik. Istnieje jednak wiele czynników, które mnie, kompetytywnego gracza, odstraszają od tej platformy.

Pierwszym z nich jest stosunkowo trudny dostęp do kart. Nie mogę po prostu kupić sobie tego, co mi potrzeba, tylko jestem zmuszony do bawienia się w draftowanie, otwieranie paczek i zbieranie dzikich kart. Ekonomia Areny jest szalenie zawiła. Ale może to MTGO mnie rozpuściło, kto wie?

Drugim, chyba najważniejszym czynnikiem jest brak turniejów o stawkę. Na MTGO wygrywanie lig daje wymierne korzyści w postaci tixów. System challenge’ów, które odbywają się co weekend, to strzał w dziesiątkę. Co tydzień mogę zagrać turniej o coś więcej i to jest super. Arena z kolei oferuje mi niekończący się grind na ladderze, który prowadzi donikąd. Według mnie fajnie by było, gdyby na wzór MTGO co tydzień można było grać o hajs. 

Aby design team przestał odwalać

Chciałbym, abyśmy wrócili do czasów, kiedy bany były ostatecznością, a nie rutynowym zabiegiem naprawczym. I nie mam nic przeciwko podwyższaniu power levelu kart (bo według graczy to jest największym grzechem designu ostatnich lat), ale trzeba umieć robić to z głową i po rzetelnym przetestowaniu pomysłów. A Wizardzi nie mają chęci lub pieniędzy, żeby zaprzęgnąć wystarczająco dużo ludzi do pracy w celu wyłapania potencjalnych błędów i utrzymania balansu. A skoro nie ma środków na realizację ambitnego pomysłu zwiększania power levelu, to chyba nie powinni aż tyle kombinować i zostawić go na dotychczasowym poziomie. To nie Hearthstone, gdzie można dokonać erraty w dowolnym momencie. Tu raz dopuszczona do druku karta może być zbalansowana w tylko jeden sposób – poprzez ban.

Ciekawym trendem jest również wpływ Commandera na drukowane karty. Uro, Hogaak, Urza, czy Omnath to dosyć jaskrawe przykłady, jak design nastawiony na legendarne stwory może zrujnować gameplay w regularnych formatach. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy faktycznie cierpimy przez Wizardów, dlatego że puszczają oczko do Commanderowców. Faktem jest, że coraz więcej kart dla fanów singletonów jest przemycanych w regularnych dodatkach. A od legendarnych wielokolorowych potworów do łamania formatu jest naprawdę krótka droga.
Reasumując, fajnie by było, gdyby ludzie odpowiedzialni za balans w mojej ulubionej karciance zaczęli się przykładać do swojej pracy. 

Aby Modern Horizons 2 był dobrym dodatkiem

Modern Horizons było udanym setem. Ciekawe środowisko limited oraz mnóstwo dobrych, ale nie za mocnych kart, które miały lub nadal mają swoje miejsce w Modernie. Od tuzów takich jak Wrenn and Six i Urza, Lord High Artificer, przez średniaki pokroju Giver of Runes i Lava Dart, po archetypowych statystów: Scale Up Yawgmoth, Thran Physician itd. Przeglądając cały spoiler, naliczyłem siedemdziesiąt kart, które przewinęły się przez moderna. Trzeba przyznać, że jest to imponujący wynik. Jednak dla większości dodatek sprowadził się do Hogaak, Arisen Necropolis i Arcum’s Astrolabe. Pierwszy sam z siebie, drugi z pomocą Mox Opala i Urzy, a potem Oko i Uro, uprzykrzali życie graczom. Jednak jak na tak pionierski set, jakim było Modern Horizons, uważam, że designerzy stanęli na wysokości zadania. I mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę. Pewnie ciekawi jesteście, jakie przedruki i funkcyjne nawiązania do kart z przeszłości chciałbym zobaczyć? No to coś wypiszę, w końcu to koncert życzeń:

  • Coś w stylu Faithless Lootinga. Uważam, że karta została niesłusznie zbanowana za grzechy Hogaaka i w świecie zdominowanym przez Uro nie byłaby wielkim problemem. Ale skoro Wizardom nie podoba się taka wersja, to mogliby wydrukowac znerfioną wersję, na przykład bez flashbacka, albo zamiast niego dać na przykład kickera i za 4 many robić draw 3 discard 3. Nie wiem, niech się wykażą. 
  • Ichorid. Nie wiem, czy będzie dobry, ale lubię tę kartę. Gdyby nie zbanowali Bridge from Below przez grzechy Hogaaka, to byłoby łatwo znaleźć dobry shell. 
  • Goblin Bombardment. Może udałoby się złożyć jakieś BR Zombie z dobrym sac enginem. Gravecrawler by się ucieszył. 
  • Pyroblast. Na Jędrka Szmyda. 
  • Dokończenie cyklu Spirit Guide’ów. Poza przedrukiem Elvish Spirit Guide, proponuję dodanie Faerie, Kor oraz Zombie. Tak, aby każdy kolor mógł robić nieuczciwe rzeczy, a Oops, All Spells zawsze kręciło się w pierwszej. No dobra, to taki żarcik, lepiej niech tego nie robią. 

I tak długo jak waszym commonem do przedruku nie jest Counterspell, to życzę Wam, aby w Modern Horizons 2 trafiło się Wam to, co sobie wymarzycie. 

Abyśmy za rok mogli powiedzieć, że 2021 był w dechę

Co prawda rok 2020 nie zawiesił poprzeczki wysoko, ale myślę, że miło byłoby, gdyby każdy z nas za około 365 dni od teraz mógł powiedzieć, że to był dobry czas. Mam nadzieję, że Medżik dalej będzie umilał Wam życie. Liczę na to, że za niedługo wrócimy do naszych LGSów i będziemy mogli cieszyć się FNMami jak dawniej. I że Wizardzi przestaną rzucać nam kłody pod nogi i zadbają o swoją kurę znoszącą złote jajka. A tak pozamedżikowo, to życzę sobie i Wam spokoju oraz wytrwałości w realizowaniu swoich noworocznych postanowień. Kto wie, może komuś z Was się uda? Niezależnie od tego jakie są Wasze plany, wierzę, że dacie radę.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *