Share

Hammer Time na LMS Kopenhaga – relacja

Kuba Sznajder25.08.2022Czas czytania: 6 minut(y)

Do Kopenhagi udaliśmy się prawie całą ekipą Tin Street Boys w składzie ja, Filip Wypychowski, Maks Przybylski, Tomek Zając oraz mój brat Kacper, który właściwie czekał na nas już na miejscu. Niestety nie dostałem urlopu na wyjazd, więc piątek spędziłem, pracując sobie w hostelu. Reszta zespołu zwiedzała w tym czasie Kopenhagę. Jedynie rano wpadli na site, żeby się zorientować, a że nasz hostel znajdował się dosłownie trzy metrów od miejsca rozgrywek, to ja w przerwie obiadowej zrobiłem to samo. 

Już w piątek rano na turniej moderna zgłosiło się ok. 150 graczy, co jest dość imponującą liczbą, biorąc pod uwagę, że to piątek rano. Niestety rozpoczął się on z dość sporym opóźnieniem, co nie wróżyło dobrze na sobotę.

Ku mojemu zaskoczeniu planowany Grand Open Qualifier rozpoczął się punktualnie o 9:00 i całe szczęście, że zdążyłem jeszcze 5 minut przed rozpoczęciem turnieju zamienić Blacksmith’s Skill na Cranial Plating, trochę z myślą, że jeszcze mam czas, gdybym zmienił zdanie.

Ostatecznie zarejestrowałem taką siedemdziesiątkę piątkę:

Main deck (60)
Esper Sentinel
Ornithopter
Stoneforge Mystic
Puresteel Paladin
Memnite
Gingerbrute
Sigarda’s Aid
Colossus Hammer
Shadowspear
Sword of Fire and Ice
Nettlecyst
Steelshaper’s Gift
Springleaf Drum
Paradise Mantle
Blacksmith’s Skill
Cranial Plating
10 Snow-Covered Plains
Urza’s Saga
Inkmoth Nexus
Silent Clearing
Eiganjo, Seat of the Empire
Sideboard (15)
Mana Tithe
Kaldra Compleat
Pithing Needle
Relic of Progenitus
On Thin Ice
March of Otherworldly Light
Drannith Magistrate
Mortarpod

To w zasadzie spis gracza crusherbotBG z kilkoma zmianami, czyli singlowym Blacksmith’s Skill w maindecku i Kaldra Compleat w sideboardzie.

Uzbrojony w ciastka Maltanki, banany i orzechy, przystąpiłem do gry.

Pierwsza runda – Grixis Death’s Shadow

Sparowało mnie z Litwinem, który przyjechał z UK, a przynajmniej tak to sam określił. To dla nas obu był mecz na rozgrzewkę, bo po obu stronach było trochę missniętych triggerów. Tyle że jeden z moich wygrał mi mecz – przeciwnik zagrał Thoughtseize w mojego Esper Sentinela bez otwartej many. Zapomniałem dobrać, a dobrałbym Colossus Hammer, który na pewno by został zdiscardowany, a którym wygrałem grę.

2:0, 1-0

Druga runda – 4 color Burn

To był najdziwniejszy Burn, na jaki grałem. Normalny zestaw stworków: Goblin Guide, Eidolon of the Great Revel i Monastery Swiftspear, ale do tego Bump in the Night, Atarka’s Command, Clifftop Retreat, a post-sideboard Destructive Revelry i Shattering Spree. Przeciwnik – miejscowy – grał bardzo wolno, ale cóż, nasze decki nie grają długo, więc zdążyliśmy przed czasem. Chyba najfajniejszym zagraniem tego meczu było zaatakowanie przeciwnika do dwóch stworkiem z przypiętym Sword of Fire and Ice, żeby nie mógł zagrywać spelli w swojej turze, ponieważ właśnie zagrał drugiego Eidolona. Mecz był trudny głównie ze względu na jego hejt z sideboardu, ale udało się wygrać właśnie tym zagraniem.

2:1, 2-0

Trzecia runda – mirror

Tym razem trafiłem na Hiszpana. Gry skończyły się bardzo szybko. Przeciwnik wygrał rzut kostką i zagrał Plains, Sigarda’s Aid, Memnite, go. Ja zrobiłem to samo. W swojej drugiej przeciwnik nie zagrał landa i zagrał Giver of Runes. Ja dograłem landa i mając dwa Colossus Hammery na ręcę, nie myśląc dużo zaatakowałem Memnitem, którego zablokował Giver of Runes. Zagrałem Hammera, przeciwnik zagrał Paradise Mantle i zagrał swojego Hammera na Giverkę, więc rzuciłem drugiego Hammera myśląc, że pograne, bo w swojej następnej gram Stoneforge Mystic po Shadowspear i do bazy. Niestety przeciwnik dobrał landa i zagrał dwa Hammery. W drugiej grze dobrałem siedem landów.

0:2, 2-1

Czwarta runda – mirror

Kolega z Irlandii wygrał rzut kostką i w pierwszej grze zabił mnie Kaldra Compleat popartą Puresteel Paladinem. W drugiej znowu dobrałem bardzo dużo landów. Tough luck, ale to najfajniejszy gość, na którego grałem. Pogadaliśmy o matchupach, wyborach sideboardowych, oraz o tym, dlaczego jest tylu Polaków w Irlandii.

0:2, 2-2

Piąta runda – Druid/Vizier/Heliod coś

Tym razem trafiłem na Holendra, który grał bardzo ciekawym deckiem. W pierwszej grze wykręcił dość szybko infinite manę i zabił mnie Finale of Devastation. W drugiej to ja miałem szybki lethal. W trzeciej zatrzymał 7 kart, a ja zmuliłem do 5. Jednak zatrzymał dużo hejtu, removalu i w ogólnym rozrachunku kart, które nie dają mu wina (KITCHEN FINKS), dostałem dużo czasu żeby stworzyć trochę tokenów z Urza’s Saga i jakoś dojechać z Shadowspearem. Były jednak co najmniej dwie tury, gdzie dobranie Helioda po prostu dawało mu wina, więc trochę przyfarciłem.

2:1, 3-2

Szósta runda – UR Murktide

Włoch, na którego grałem, miał bardzo spokojny styl gry i nie spieszył się z decyzjami. Widać było, że wie, co robi.

Dlatego zdziwiłem się, gdy użył w g3 aż dwóch Archmage’s Charm, nie przejmując moich stworków. Dobrał bardzo dużo landów, ale sądzę, że gdyby wykorzystał te Charmy w inny sposób, to miałby większą szansę na zwycięstwo. Gry na Murktide zawsze są ciekawe, ale jest to na pewno dobry matchup dla Hammera, i myślę, że wygrałem tutaj zasłużenie.

2:1, 4-2

Siódma runda – do jasnej cholery, dlaczego to znowu musi być mirror?!

W pierwszej grze miejscowy przeciwnik zabił mnie Kaldra Compleat, w drugiej znów dobrałem 7 landów. Zdecydowanie nie miałem szczęścia do mirrorów na tym turnieju.

0:2, 4-3

Tutaj pomyślałem sobie, że moje szanse na awans do day 2 spadły do minimum, ale jednak miałem dosyć dobre tie-breakery, a grało mi się świetnie, więc nie było sensu dropować.

Ósma runda – 4C Yorion Pile (chyba z Vivien on the Hunt)

Pierwsze, co usłyszałem od mojego przeciwnika z Włoch, to było “So you’re here for glory, ha?”, co sprawiło, że już widziałem tego trzecioturowego Glorybringera wlatującego z Arbor Elfa i Utopia Sprawl. Utopia Sprawl rzeczywiście zobaczyłem i dlatego sądzę, że przeciwnik grał Vivien on the Hunt. Nie zobaczyłem za to komba. 

W obu grach, nie przejmując się zbytnio odpowiedziami, które przeciwnik mógł mieć na ręce, szybko equipowałem hammery. No i akurat nie było ani Solitude, ani Fury, ani Force of Vigor. Tylko jakieś Boseiju, Who Endures, które nie przeszkodziło mi za bardzo.

2:0, 5-3

W tym momencie reszta ekipy z Tin Street zaprzepaściła już swoje szanse na awans do day 2, więc presja na mnie była dość odczuwalna.

Dziewiąta runda – nosz ja nie mogę, dlaczego to musi być mirror

Mój przeciwnik z Hiszpanii po pierwszej grze był w bardzo dobrym nastroju, ponieważ popełniłem tyle błędów, że chyba mógłbym nimi obdzielić kilka turniejów. Zapominałem o triggerach Esper Sentinela, a nawet o położeniu countera na Urza’s Saga. Spiąłem się jednak w sobie i dwie pozostałe gry zagrałem najlepiej, jak umiałem. Deck też pomógł. G2 wygrałem dzięki dobranemu z topa Mana Tithe oraz temu, że przeciwnik zagrał dokładnie tak, jak przewidziałem, a w G3 dojechał WPIERNICZEK znaleziony Sagą z dwoma Hammerami zagranymi z ręki. W obu grach to była moja ostatnia tura na wygraną.

Czyli jednak czasem umiem wygrać mirror.

2:1, 6-3

Jednak to i tak nic nie dało, nie dało nic. Ostatecznie skończyłem na 80. miejscu i zabrakło mi ok. 5% winrate’u moich przeciwników, żeby złapać się do top 64.

Jeśli chodzi o resztę chłopaków, to Filip z UR “no bullshit” Murktide skończył około setnego miejsca – również brakło mu jednej wygranej do day 2. Tomek z tym samym spisem zrobił minimalnie gorszy wynik, a Kacper Esper Foodem oraz Maks Yawgmothem uplasowali się w połowie stawki.

Mimo że żaden z nas nie dostał zaproszenia do Sofii, to cały wyjazd, a nawet sam turniej, oceniam bardzo na plus. 100% wygranych meczów poza mirrorem to wynik, którego nie powinienem się wstydzić. Zabrakło bardzo niedużo, a Kopenhaga jest niesamowita. Nie byłem na wielu Grand Prix, ale atmosfera i organizacja w sobotę były doskonałe. Super było pograć na ludzi z tylu różnych krajów, widać było po wszystkich, że są po prostu głodni gry i cieszą się, że w końcu mogą ten głód zaspokoić na dużym turnieju.

Nikt z naszej ekipy nie grał w niedzielę, bo postanowiliśmy pozwiedzać Kopenhagę i cóż, nawet nie szukając, trafiłem do dwóch sklepów z asortymentem Magicowym. A co by dopiero było, gdybym szukał…

Korekta: Mateusz Borkowicz

Spodobał Ci się ten wpis?

Jeśli chcesz czytać takich więcej, doceń naszą pracę i następne zakupy z ulubionej karcianki zrób w naszym sklepie. Każdy zakup to procent dla naszej redakcji, co przekłada się na rozwój serwisu. Dzięki, że jesteś!