Modern Cafe Championship – pierwszy duży turniej od dawna (relacja)

Jędrek Szmyd 10.09.2020 0 komentarzy

Halko!

W ostatni weekend sierpnia miałem przyjemność uczestniczyć w turnieju Modern Cafe Championship organizowanym w Krakowie przez Magic Cafe pod patronatem Guildmage.pl. Panująca pandemia nie dawała w ostatnich miesiącach okazji do pogrania papierowych turniejów większych niż lokalne FNMy, więc gdy tylko usłyszałem o krakowskim evencie, to ze zdwojonym zapałem zacząłem kompletować ekipę na wyjazd.

Piątek

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w piątek rano od tradycyjnego objazdu po ludziach i mniej więcej godzinę później wyjechaliśmy na trasę S5 w stronę Wrocławia. W samochodzie Artur, Piotrek zwany kanistrem, Witas oraz ja. Plan był prosty: czterech śmiałków, cztery koła w błękitnej Yarisce i cztery godziny drogi do Krakowa. Nasze plany zostały niestety pokrzyżowane przez, o ironio, autostradę A4, na której co chwila trafialiśmy na korki spowodowane a to wypadkiem, a to zwężeniem albo po prostu faktem bycia obwodnicą Krakowa. Ostatecznie podróż zajęła nam około 6 godzin, licząc od wyjazdu z Poznania, z krótką przerwą w przydrożnej restauracji sieci Kefąse,, co pozostawiło nam niecałą godzinę na odebranie kluczy do naszego apartamentu, wypakowanie się i wyruszenie na pierwszy turniej tego weekendu – piątkowy FNM.

Na turnieju zjawiło się trochę ponad 20 graczy, czego rezultatem było pięć rund grania o paczki Double Masters. Wpisowe na turniej było wyższe niż na zwyczajnym FNMie, ale takie też były nagrody. Paczka Double Masters od gracza do puli oznaczała, że ludzie mieli o co grać, a sam turniej był przyzwoitą rozgrzewką przed sobotnim main eventem. Turniej skończyłem z wynikiem 3-1-1, pokonując kolejno Merfolki, Devoted Druida i Storma, następnie remisując z kanistrem grającym Bantem, by w ostatniej rundzie przegrać ze zwycięzcą turnieju, Damianem Fikusem, pilotującym Ryby. 10 punktów oznaczało paczkę pocieszenia i wieczorne Pai Gow z Piotrkiem, który za wynik 4-1 zgarnął 6 paczek. Po otwarciu wszystkich naszych paczek nastał czas na ostateczne korekty w taliach i spisanie decklist na następny dzień. Oto maszyna, którą zdecydowałem się zagrać w main evencie:

Jędrek Szmyd – Boomer BUG, Modern Cafe Championship 29.08.20

Planeswalker (3)
Jace, the Mind Sculptor

Creature (9)
Uro, Titan of Nature’s Wrath
Snapcaster Mage
Tarmogoyf
Brazen Borrower

Instant (21)
Fatal Push
Cryptic Command
Force of Negation
Archmage’s Charm
Mana Leak
Cling to Dust
Abrupt Decay
Dismember
Drown in the Loch
Remand
Spell Snare

Land (27)
Island
Misty Rainforest
Polluted Delta
Field of Ruin
Mystic Sanctuary
Flooded Strand
Forest
Breeding Pool
Watery Grave
Swamp
Zagoth Triome
Sideboard (15)
Aether Gust
Veil of Summer
Vendilion Clique
Collector Ouphe
Abrupt Decay
Archmage’s Charm
Engineered Explosives
Go for the Throat
Notion Thief
Scavenging Ooze

Po banie Arcum’s Astrolabe przez jakiś czas szukałem miejsca dla siebie w “nowym” modernie, jednakże po około trzech tygodniach doszedłem do wniosku, że Uro dalej jest najlepszym przyjacielem Jacy i Cryptica, a swoją uwagę ponownie skierowałem na mojego faworyta sprzed banów: BUG Control. Mimo że Bant jest popularniejszym wariantem kontroli w obecnym formacie, moim zdaniem to BUG jest lepszym wyborem z dwóch głównych powodów: po pierwsze Fatal Push radzi sobie znacznie lepiej od Patha z czerwonymi one-dropami ze strony Prowessa, który jest obecnie najpopularniejszym i prawdopodobnie najlepszym archetypem w formacie. Po drugie Zagoth Triome gwarantuje wyraźnie lepszy manabase niż w Bancie i pozwala na granie Archmage’s Charmem, kartą świetną na prawie każdą talię, której popularność znacznie zmalała po odejściu Astrolaby ze względu na wymagający koszt .  

Sobota

Z tego miejsca pragnę ponownie pochwalić organizatorów, tym razem za ustawienie startu turnieju na godzinę 12:00. Pozwoliło to na obudzenie się o ludzkiej 9:00 i spokojny spacer do pobliskiej Biedronki po śniadanie, a następnie zjedzenie go spokojnie w naszym apartamencie, zamiast tradycyjnej bułki i kabanosów na krawężniku przed turniejem. Po śniadaniu i oddaniu kluczy właścicielowi wyruszyliśmy ponownie w stronę Cafe. 

W sobotnim turnieju wzięło udział 58 osób, co, jak wynikało z mojej późniejszej rozmowy z Łukaszem, właścicielem sklepu, było zadowalającym wynikiem dla organizatorów. Taka frekwencja oznaczała sześć rund walki o niemałą pulę nagród.

Runda 1 – Amulet 

W pierwszej rundzie przyszło mi się zmierzyć z wunderkindem warszawskiej sceny MTG, Mateuszem Bendarczykiem a.k.a. Kajtim. Trudny przeciwnik, ale przynajmniej wiedziałem, co mnie czeka. Niestety ta wiedza nie dała mi za dużo. Młody pokonał mnie w dwóch szybkich grach i swoją podróż w stronę topki zacząłem od falstartu.

Runda 2 – Jund

Moim przeciwnikiem w drugiej rundzie był Kornel Knop, którego kojarzyłem z trzcianeckich turniejów. Z tego, co pamiętałem, Kornel zazwyczaj decydował się na granie Jundem, i tak też było tym razem, ku mojej uciesze. Jund to dokładnie ten typ talii, z którą chcę się mierzyć – brak kontr i szybkiego clocka oraz przestarzała Liliana of the Veil stanowią idealny kąsek dla Uro. Tak samo było i tym razem, a kilkadziesiąt minut później wpisywałem do Companiona moje pierwsze zwycięstwo tego dnia.

Runda 3 – RG Titan Breach

Mój przeciwnik z trzeciej rundy był jedną z niewielu osób na sali, których nie kojarzyłem przynajmniej z widzenia, jednakże przechadzając się po sali po szybkiej wtopie w pierwszej rundzie natrafiłem na jego mecz, tak więc wiedziałem, z czym przyjdzie mi się mierzyć w tym meczu. Oponent dokładnie (i długo) rozważał każde zagranie, jednak wszystkie rozkminy wszystkich graczy Primeval Titana na świecie nie są w stanie wygrać z Uro popartym Aether Gustem. 2-1 w meczach i humor gituwa.

Runda 4 – BG

W czwartej rundzie grałem z Pawłem Mikiem, którego zdążyłem już zescoutować rundę czy dwie wcześniej. Matchup z BG wygląda podobnie do tego z Jundem i pierwsza gra zakończyła się, zgodnie z moimi przewidywaniami, wygraną. W drugiej grze celna Surgical Extraction ze strony Pawła w mojego Uro zesnajpowała drugiego z mojej ręki i znacznie przyczyniła się do wygranej zielono-czarnego maga. W decydującej grze mój przeciwnik zdecydował się na spekulacyjny keep z 1 landem i Mishra’s Baublem, za co został pokarany przez czubek swojej biblioteki, co bezlitośnie zostało wykorzystane przez znanego wszystkim niebiesko-zielonego giganta.

Runda 5 – UR Prowess

Po szybkim sprawdzeniu standingów stwierdziłem, że nie ma raczej szans na branie remisów w ostatniej rundzie, więc trzeba było zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Szybko sprawdziłem pairingi na piątą rundę i usiadłem do stołu, czekając na mojego przeciwnika, Jana Tomaszewskiego. Dzień wcześniej widziałem go obracającego w prawo Stormwing Entity na FNMie, co nie było dla mnie dobrą wiadomością. UR Prowess jest jedyną wersją czerwonego decku, przeciwko której wolałbym mieć Pathy niż Pushe ze względu na niewrażliwość wspomnianego wcześniej ptaka na czarny removal. Udało mi się jednak pokonać Jana w trzech bardzo zaciętych grach i znalazłem się już na ostatniej prostej do topki. 

Runda 6 – Bant Field

Kiedy zobaczyłem, że zostałem sparowany z kanistrem w ostatniej rundzie, nieco się zdziwiłem. Wcześniej używany do organizacji turniejów WER zawsze w ostatniej rundzie parował graczy według bardzo prostego algorytmu. Pierwszego gracza w standingach z najwyżej notowaną osobą, z którą wcześniej nie grał, a następnie, kolejno idąc standingami w dół, w ten sam sposób zostawały tworzone kolejne pary. Przed rundą analizowałem dokładnie standingi i wiedziałem, że od Piotrka dzieli mnie parę pozycji, tak więc nie spodziewałem się bratobójczej walki Poznaniaków, no ale czasami tak już bywa. Nasz mecz, jak to na mirror niebieskich talii przystało, trwał prawie 50 minut, tak więc pod koniec mieliśmy już spory wianek widzów wokół siebie. Ostatecznie mecz zakończył się moim zwycięstwem 2-1, co oznaczało drugie miejsce po swissie i dalszą walkę w Top 8.

Po sześciu rundach swissa, standingi w top 8 prezentowały się następująco:

  1. Mateusz Bednarczyk – Amulet Titan
  2. Jędrek Szmyd – Boomer BUG 
  3. Franek Komsta- RW Prowess (Lurrus)
  4. Krzysztof Kleiner – G Tron
  5. Maciej Łukawski – UG Infect
  6. Wojtek Radosz – GW Devoted Druid (Lurrus)
  7. Łukasz Pióro – Bant Field
  8. Łukasz Siwarski – RG Titan Breach

Decklisty z top 8 zostały zdigitalizowane dzięki uprzejmości organizatorów i ciężkiej pracy Jacka Korpikiewicza i Michała Zawady, którzy przeprowadzili również analizę metagame. Więcej informacji na ten temat możecie znaleźć w tym poście na grupie Modern Rewolucja.

Ćwierćfinał – Bant Field

Nie miałem okazji zmierzyć się nigdy wcześniej z Łukaszem, jednakże ten mecz, a szczególnie pierwszą grę, zapamiętam na długo. Po ponad godzinie i dosłownie kilkudziesięciu turach walki udało mi się wygrać grę za pomocą opcji “wybrany gracz dobiera dwie karty” Archmage’s Charma, którym wycelowałem w mojego przeciwnika z jedną kartą w bibliotece, sam nie posiadając żadnych. Druga gra skończyła się znacznie szybciej – Łukasz miał lekkie problemy z maną, co udało mi się wykorzystać i zakończyć mecz naporem Vendilion Clique i Snapcaster Magem.

Półfinał – RW Prowess

Po bardzo długim ćwierćfinale przyszedł czas na bardzo krótki półfinał, w którym król aggro decków i zwycięzca turnieju, Franek Komsta, szybko pokazał mi, gdzie jest moje miejsce. Gdyby nie błąd, który popełniłem w mojej ostatniej turze drugiej gry, to mecz mógłby potoczyć się inaczej. Tego jednak nigdy się nie dowiemy. Faktem jest natomiast to, że Franek rewelacyjnie zagrał półfinał i cały turniej, więc zdecydowanie zasłużył sobie na statuetkę gołębia.

Po przegranym półfinale i szybkiej kolacji ruszyliśmy w stronę Poznania, a brak korków na A4 pozwolił nam dojechać na miejsce w cztery godziny. W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować Magic Cafe za świetnie zorganizowany turniej. Jeżeli wahaliście się, czy przyjechać na pierwszą edycję turnieju, gorąco polecam pojawić się na kolejnej, która podobno ma się odbyć jeszcze w tym roku.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *